Włóczykij

Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży "Włóczykij"

- ZMŁÓCENI STEPEM - wywiad z Markiem Klonowskim

Rozmowa z Markiem Klonowskim, który razem z bratem Krzysztofem pojechał na motocyklu z Gryfina w góry Tienszan

Dlaczego obraliście akurat taki cel wyprawy?
- Chcieliśmy pojechać w góry, wybraliśmy pasmo Tienszan na pograniczu Kazachstanu i Chin. Okazały się tylko epizodem, wszystko przykryła przeprawa motorami przez stepy Kazachstanu.

Dlaczego wybraliście taki sposób przejazdu? Do gór Tienszan z Gryfina jest 6-7 tysięcy kilometrów.
- Mój brat Krzysztof jest fanem motocykli, to zapalony mechanik. Od razu taka podróż przypadła mu do gustu. Kupiliśmy używane motory, od chłopaków, którzy wcześniej przejechali nimi całą Rosję, aż do Magadanu. Trasa, którą teraz zrobiliśmy dosłownie zmasakrowała te maszyny. Łatwo je opanowaliśmy, jechaliśmy szybko, a teren był niezwykle ciężko.

Rozumiem, że drogi asfaltowe nie były często używane?
- Zdecydowanie nie. Polskę i Ukrainę przejechaliśmy sprawnie. Potem jednak pokonaliśmy trasę przez południe Kazachstanu, przez tamtejsze stepy. A gdy spojrzymy na najprostszą mapę w internecie, tamtego rejonu świata, widać, że to kraj słabo zaludniony, miasta można raczej spotkać w północnej części. Jeśli ktoś chce się pobawić motocyklem enduro, to jest do tego raj. Pola, stepy, piasek, błoto i nieliczne szutrowe drogi na odcinku długości dwa-trzy razy większym, niż szerokość Polski.

Jak się nie zgubić w takim ogromie?
- Szukaliśmy w internecie charakterystycznych punktów. Zbieraliśmy dane do GPS, urządzenie mieliśmy na kierownicy, wiedzieliśmy, w którą stronę się kierować. Dróg brakowało, ale przecież takim motocyklem można przejechać wszędzie.

Można przejechać, ale trzeba mieć paliwo.
- Robiliśmy zapasy, podzieliliśmy cały odcinek na kilkusetkilometrowe odcinki. Na każdy musiał starczyć nam pełen bak i paliwo brane w karnistry, umieszczone w sakwach. Spalanie na ciężkim terenie nie jest paradoksalnie większe, niż na autostradzie, silnik nie pracuje przecież na najwyższych obrotach. Paliwo jest o połowę tańsze niż w Polsce, ale dostępna jest tylko benzyna 80. oktanowa.

Ty jesteś doświadczonym podróżnikiem, specjalizujesz się w elektryce, a brat to inżynier mechanik. Coś mogło was zaskoczyć?
- Awarie były normą. Już po przejechaniu dwustu kilometrów po Ukrainie, w motorze Krzyśka jeden z elementów po prostu wyrwał dziurę jak pięść w obudowie silnika. Szczęśliwie w Warszawie znaleźliśmy części, znajomi wysłali je przesyłką konduktorską do Lublina, dokąd się po nie wróciłem. Krzysiek w tym czasie rozebrał silnik. Całą noc naprawialiśmy, skończyliśmy następnego dnia o piętnastej i ruszyliśmy od razu w trasę.

A jak wyglądało zaopatrzenie i spotkania z miejscową ludnością?
- Z jedzeniem nie było problemów, było tak gorąco, że jeść się nie chciało. Ludzie byli mili, ale męczący, wszyscy zadawali te same pytania. To biedny kraj, biedny rejon. Ludzie żyją nas stepie spokojnie i niezwykle ubogo. Nie wiedzą, co to telewizor. Ziemia nie jest żyzna, nie widzieliśmy źdźbła zboża, bogactwem są tylko surowce naturalne. Większe miasta Kazachstanu wyglądają jak Warszawa dwadzieścia-trzydzieści lat temu.

Ile czasu zajęło Wam dojechanie do gór?
- Przez te wszystkie awarie, trwało to chyba z dziesięć dni. Później zostawiliśmy motory i ruszyliśmy w góry, zmęczeni już trochę motoryzacją. Jednak entuzjazm szybko opadł, okazało się, że przybyliśmy tam za szybko. Sezon zimowy się nie skończył, były za ciężkie warunki, aby wejść na Chan Tengi albo Pik Pobiedy, oba liczące ponad siedem tysięcy metrów. Szybko straciłem motywację, gdy zobaczyłem niższe obozy pełne ludzi, głównie turystów.

A jak Krzysztof odnalazł się w górach?
- To była jego pierwsza wizyta na takiej wysokości. Organizm ma pamięć, wie jak się dostosować, jeżeli już coś takiego przeżył. Już po przekroczeniu wysokości 3 tysięcy metrów, Krzysiek musiał dzień odpocząć, bo miał atak choroby wysokogórskiej, objawiającej się głównie dużym osłabieniem.

Powrót bez przygód?
- Przejazd przez ten kraj jest wyzwaniem. Spotykaliśmy na przykład żołnierzy radzieckich w bazie woskowiej, dziwne obiekty pozostawione przez Związek Radziecki. Praktycznie całe dnie, to była walka z motorem i trasą.

Podsumowanie?
- Jesteśmy gotowi na Paryż-Dakar (śmiech). Oczywiście to inna skala, ale motocykle enduro są wspaniałe. Tysiące kilometrów przez te piaski, to olbrzymie doświadczenie, nauczyliśmy się jeździć. Odcinki stepowe, gdzie przez dwa dni nie widzi się człowieka, a po drodze jest jedno źródło wody - to coś bardzo ciekawego. Tej trasy nie da się pokonać ani rowerem, ani pieszo. Samochody nie dadzą radę, chyba że dobre zachodnie terenówki lub radzieckie kamazy, czyli maszyny niezniszczalne.

Rozmawiał: Tomasz Miler (Gazeta Gryfińska)

Archiwum

14. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij13. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij12. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij11. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij10. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij8. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij7. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij6. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij5. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij4. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij3. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij2. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij1. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij

Kontakt

Spiritus Movens - Przemek Lewandowski - fluxoplazma@gmail.com
Biuro festiwalu - Gryfiński Dom Kultury - sekretariat@gdk.com.pl

Dołącz do nas Włóczykij na FB

Projektowanie stron internetowych - kostek.net