Włóczykij

Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży "Włóczykij"

Bartosz Malinowski, Tomasz Grzywaczewski, Filip Drożdż - Long Walk Plus Expedition - przez Góry Barguzińskie

Uczestnicy wyprawy niedawno przedzierali się przez Góry Barguzińskie. Poniżej przedstawiamy opis z tego fragmentu trasy. Relacje z innych odcinków trasy wyprawy szlakiem ucieczki Witolda Glińskiego znajdują się na blogu pod adresem www.longwalkplus.blog.onet.pl

"To był jeden z najtrudniejszych etapów naszej ekspedycji. Góry okazały się niezwykle wymagające. Nie tylko zwykły las, ale również kłębowisko chaszczy, powalonych pni i kosodrzewiny. Po prostu taka górska tajga. Trudno było się przez to przebić. Brak ścieżek zmuszał nas do wyszukiwania drogi. Pokonywaliśmy około 10 kilometrów dziennie, ale była to walka od rana do wieczora.

Jesteśmy w okolicach Alli i odcinek od brzegu Bajkału do doliny Barguzin mamy za sobą. Do granicy rosyjsko-mongolskiej mamy jeszcze kawał, bo około 600 kilometrów. Natomiast teraz będziemy się poruszali znacznie szybciej, bo po w miarę normalnych drogach, w tempie 25-30 kilometrów dziennie. Jeżeli trafi się okazja, to skorzystamy z możliwości podwiezienia. Tak dotrzemy do miasta Barguzin, a następnie do Ułan-Ude. Mamy tylko 5 dni opóźnienia w stosunku do naszego planowanego harmonogramu, więc dość łatwo powinniśmy to nadrobić.

Drużyna Long Walk z myśliwymi w tajdze w drodze do jednego z łagrów

Góry Barguzińskie dały nam niezły wycisk. Przejście przez ten dziewiczy teren było bardzo trudne. Cały czas szliśmy dolinami, przekraczając rzeki i przełęcze, żeby znowu wejść w dolinę. Najwyżej byliśmy na 1500 metrów, a na szczyty nie wchodziliśmy, bo to góry po 2800 metrów. Wszystko na trasie wskazywało, że w tym roku jako pierwsi pokonujemy ten teren. Głównie przedzieraliśmy się przez chaszcze, przewrócone drzewami i kosodrzewinę, która była wszędzie. Nieustannie napotykaliśmy bagna, a kleszcze i komary nie dawały spokoju. Po drodze minęliśmy teren po pożarze tajgi. Zostało tam pogorzelisko pełne powalonych drzew, spod których już wybijają się młode krzewy. Zżerały nas meszki, komary i muchy końskie. Problem stanowiły również ciągłe opady, byliśmy nieustannie przemoczeni. Mieliśmy tylko ze trzy słoneczne dni. Na ostatnim etapie przeprawialiśmy się przez ponad 30 rzek. Przez całą wędrówkę nie spotkaliśmy żywego człowieka. Dodatkowo w lesie nie mieliśmy żadnego zasięgu nawet na telefonie satelitarnym. Zero kontaktu ze światem. Jakbyśmy byli w dżungli, po prostu zwarty las.

W pewnym momencie musieliśmy przekroczyć rzekę Tampudę. Okazało się, że podniósł się w niej poziom wody i przez trzy dni koczowaliśmy na brzegu usiłując się przez nią przedrzeć. Trzeba zaznaczyć, że to jest górska rzeka, bardzo rwąca i silna. Po wejściu do niej, momentalnie wiry wciągają pod wodę, zaczynają kotłować, a że nie jest głęboko, więc można uderzyć w kamienie na dnie. Ścięliśmy toporkiem trzy drzewa, żeby spróbować zrobić z nich przejście. Ostatecznie Filip, przywiązany linką asekuracyjną, przepłynął na drugą stronę. Tam przywiązał drugą linę i po niej przeciągnęliśmy bagaże w worku transportowym. Następnie sami przeprawiliśmy się przy pomocy linki asekuracyjnej. Musieliśmy zrobić z pasków ?uprząż?, bo nie spodziewaliśmy się tego rodzaju wyzwań alpinistycznych. Przeprawa była bardzo ryzykowna, bo rzeka jest szeroka i mnóstwo w niej wirów. Dla nas, skończyło się tylko na stłuczeniach i zadrapaniach.

Bartek ogląda syberyjskie rysunki naskalne

Mamy ze sobą książkę dziewiętnastowiecznego podróżnika Konstantyna Rengartena, który też szedł przez te tereny. On piszę, że najtrudniejszy były właśnie trzy dni spędzone w górskiej tajdze. Chyba od dziewiętnastego wieku niewiele tu się zmieniło bo mamy podobne wrażenia. Według nas górska tajga jest naprawdę tylko dla najwytrwalszych. Dla nas, była to walka z przyrodą i żywiołami. Najważniejsze, że jesteśmy zdrowi i że psychicznie też nie tracimy sił. Cieszymy się z przebycia jednego z najtrudniejszych etapów naszej wędrówki i fantastycznych materiałów filmowych. Teraz właśnie objedliśmy się upieczoną nad ogniskiem świeżą baraniną kupioną od Buriatów."

W głębi tajgi

Archiwum

14. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij13. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij12. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij11. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij10. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij8. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij7. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij6. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij5. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij4. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij3. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij2. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij1. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij

Kontakt

Spiritus Movens - Przemek Lewandowski - fluxoplazma@gmail.com
Biuro festiwalu - Gryfiński Dom Kultury - sekretariat@gdk.com.pl

Dołącz do nas Włóczykij na FB

Projektowanie stron internetowych - kostek.net