Włóczykij

Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży "Włóczykij"

- Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka. Relacja z etapu 7

Obecnie podróżnicy przemierzają tereny Zambii w drodze do wodospadów Wiktorii. Co pisał o zakończonym niedawno 7 etapie sztafety śladem Kazimierza Nowaka poprzez Ruandę i Kongo Światosław Rojewski, lider etapu?

Przeprawa przez góry i busz - relacja "Kongo Safiri" (15 czerwca - 22 czerwca 2010)
Czasu już mało, a do pokonania prawie 800 kilometrów w nieznanym nam terenie. Jesteśmy w Pweto i tutaj też decydujemy sie na zmiany logistyki - ze względu na ekstremalnie ciężki i trudny teren, przeprawa z przyczepkami jest po prostu i najzwyczajniej niemożliwa. Poznajemy Tristiana z MAG'a, który pomaga nam w organizacji dalszej podróży.

Wyruszamy o poranku na rowerach. Przeprawiamy się przez rzekę nad jeziorem Moero promem z trzech sprzężonych pirog. Przed nami tajemniczy i bardzo rzadko uczęszczany teren. Mijamy dziesiątki wiosek położonych pośród wysokich traw.

Nasza droga to bardzo wąski trakt, pełen głębokich dziur i kamieni - pozostałości po porze deszczowej.

Na naszej trasie umieszczamy trzy tabliczki. We wszystkich przypadkach są to bardzo przyjazne miejsca, w których idea naszego projektu spotyka się ze szczególnym entuzjazmem. Pamiątkowy szlak wyznaczamy tabliczką na domu sołtysa przy głównej drodze w Lukonzolwie, a kolejne umieszczamy w Kilwie i Kibundu. Wszystkie miejsca były niegdyś odwiedzone przez Nowaka. Nikt z mieszkańców niestety nie słyszał o polskim podróżniku, więc musieliśmy wziąć sprawę w swoje ręce.

Półtorej dnia później, tuż za Kilwa, dogania nas Aśka w wozie logistycznym MAG'a. Zostawia nam bardzo miłą niespodziankę - smażone ryby prosto z jeziora Moero. Uzupełniamy cześć z utraconych dziesiątek tysięcy kalorii.

Przez kolejne dni towarzyszy nam pył, brud, kurz, palące słońce i nieustanne zmaganie się z górskim terenem gór Kundelungu. Zaspa piachowa, ciągle lawirowanie trasy i objazdy albo wręcz objazdy objazdów prowadzące zupełnie na około, niekiedy to jedyne rozwiązanie. Zawalone mosty, zalana droga, która przypomina rzekę, ciężarówka utknęła w głębokim bagnie. Wyrwy wielkości traktora, ostre skały, kamienie, uskoki, żleby, zjazdy i podjazdy. Walka trwa. A Brennabory niczym kute z tytanu dzielnie się spisują. Układ napędowy przemiela na pył wszechobecny kredowy osad. Nie możemy wyjść z podziwu, że po takich ekstremalnych próbach wytrzymałości rowery dalej niezawodnie prowadzą do celu.

Krajobraz też zmienia się na naszych oczach. Zaczyna przechodzić w coraz rzadszy busz, pojawia się sawanna, a ta momentami przypomina półpustynie. Codziennie pobudka przed 6 rano. Mrożące poranne powietrze i ruszanie na czczo od samego świtu do zmierzchu wyłącznie pedałując.

Na noc zatrzymujemy się u różnych kongijskich rodzin, w przypadkowych wioskach: Nombo, Katoka, Kabiasha i Kibundu. Prosimy o miejsce na rozbicie namiotu, a często po wspólnych chwilach spędzonych przy wieczornym palenisku, zostajemy także zaproszeni do kolacji. Rozsmakowaliśmy się w bukari (potrawa z mąki z manioku, niekiedy kukurydzy), szczególnie doprawionym piekielnie ostrymi papryczkami pili-pili. Jeśli dopisuje nam szczęście, trafia się również kawałek gotowanej lub smażonej ryby, albo gotowane liście kasawy - afrykański odpowiednik naszego szpinaku.

Dezynfekujemy bakterie sącząc lotoko, kongijski bimber produkowany na wioskach poprzez fermentacje kasawy i kukurydzy, po czym idziemy spać.

Dojeżdżamy do Lubumbashi, dawnego Elisabethville, stolicy prowincji Katanga. Nasz zespół jest już ponownie w komplecie. Regenerujemy siły i wyruszamy na poszukiwanie śladów KN. Odwiedzamy katedrę, którą opisywał Kazimierz Nowak. Miasto utraciło swój kolonialny urok, przypomina raczej wielki, zatłoczony moloch. Tęsknimy za przestrzenią, wolnością i naturą, wiec cieszy nas myśl o kontynuacji podróży. Przed nami droga do Zambii, którą rozbijamy na dwa dni.

Na granicy spotykamy oczywiście spore trudności ze strony kongijskiej - biały kolor skóry oznacza często dodatkowe formalności. Nie dajemy się łatwo. Okazujemy wysoką cierpliwość i odporność na liczne próby wyłudzenia "dodatkowych opłat". Z wielkim sentymentem opuszczamy magiczne i tajemnicze Kongo i dojeżdżamy do stabilnej, w dużym stopniu, europejskiej Zambii. Pierwszy szok kulturowy pojawia się, gdy po kilkuset metrach orientujemy się, że jedziemy pod prąd!

Wieczorem osiągamy nasz cel. Miejsce przekazania etapu - Chingole.

Archiwum

14. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij13. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij12. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij11. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij10. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij8. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij7. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij6. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij5. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij4. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij3. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij2. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij1. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij

Kontakt

Spiritus Movens - Przemek Lewandowski - fluxoplazma@gmail.com
Biuro festiwalu - Gryfiński Dom Kultury - sekretariat@gdk.com.pl

Dołącz do nas Włóczykij na FB

Projektowanie stron internetowych - kostek.net